W świetle zbliżającego się trade deadline Minnesota Wild długo zdawali się być gdzieś pomiędzy kupującymi a sprzedającymi, jednak strata kapitana Mikko Koivu do końca bieżącego sezonu nie powinna już pozostawić żadnych złudzeń. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i podjąć męską decyzję. Czas, by w Minnesocie zaczęli oddawać elementy obecnej układanki, która nie zdołała osiągnąć wyniku na jaki tak bardzo tam czekano.

Ze wszystkich wieści, jakich Wild mogli się spodziewać po tym jak ich fiński kapitan zjechał z lodu z wyraźną kontuzją kolana, której doznał w wyniku kolizji z jednym z graczy Buffalo Sabres, ta była zdecydowanie najgorsza. Wyrok wybrzmiał bardzo wyraźnie. Pogruchotany staw kolanowy, zerwane więzadło krzyżowe przednie, wiele miesięcy przerwy i na pewno koniec grania w tym sezonie.

Strata Koivu, który „poszedł pod nóż” zaraz po odniesionym urazie, powoduje ogromną wyrwę w zespole z Minnesoty, taką z rodzaju nie do zasypania. Owszem statystycznie patrząc 35-latek ze swoją produkcją, która dałaby mu pewnie porównywalny wynik jak w ostatniej kampanii (14 goli i 45 pkt), w wyścigu o Art Ross Trophy na pewno by się nie liczył, ale Fin to o wiele więcej niż tylko same gole i asysty. Koivu nadal pozostaje pierwszoplanową postacią ekipy prowadzonej przez Bruce’a Boudreau. To nadal jeden z najlepszych, a z pewnością jeden z najbardziej niedocenianych, wszechstronnych środkowych w NHL. To element układanki, na wyrwanie którego Wild pozwolić sobie z pewnością nie mogli. Zwłaszcza przy założeniu, że zespół miał wykonać jedną z ostatnich prób wdarcia się do fazy play-off i narobienia tam rumoru w obecnym składzie. Z Koivu na lodzie można było chociaż próbować, bez niego nie wydaje się mieć to ręce i nogi.

Niby kiedy gracze Wild obudzili się w czwartkowy poranek, już bez swojego kapitana, nadal mogli odnaleźć siebie na pozycji dającej awans do play-off. I to tylko trzy punkty za plecami Dallas Stars, okupującymi ostatnie premiowane miejsce w Central Division, z trzypunktową przewagą nad zajmującymi ostatnią, dającą awans, pozycję Vancouver Canucks. To nie był chyba jednak tylko zły omen. Nie wydaje się być możliwe, by ten zespół mógł teraz zrobić wyraźny krok do przodu, bez zrobienia jednego albo dwóch w tył.

Myśl to nie nowa, bo

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.