Błędy ludzkie zdarzają się wszędzie i zawsze, gdzie omylna istota człowiecza rozstrzyga o biegu wydarzeń. Ot, choćby tak z grubej rury i nie hokejowo, wystarczy przypomnieć katastrofę w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Ewidentny błąd ludzki o niewyobrażalnych konsekwencjach. Dlaczego zatem hokej miałby być wolny od wpadek osób rozstrzygających o przebiegu rywalizacji? Nie jest wolny, wręcz przeciwnie. Oto lista 15 propozycji zmian w przepisach i formacie rozgrywek NHL. Piszcie w komentarzach, z czym się zgadzacie, z czym nie i oczywiście swoje propozycje.

Wystarczy przypomnieć dopiero co zakończone play-offy w NHL. Mecz numer trzy finału Konferencji Zachodniej. San Jose Sharks wygrali na wyjeździe 5:4 po dogrywce z St.Louis Blues. Oj działo się w nim wiele. Zwroty akcji. Zmiany prowadzenia, ale niewielu po zakończeniu spotkania pasjonowało się właśnie tymi wydarzeniami.

Za to wszyscy rozprawiali o kontrowersyjnych okolicznościach zwycięstwa „Rekinów”. O tym, że podanie krążka ręką powinno być uznane za nieprawidłowe, a sędziowie nie powinni kończyć gry. Wiemy już, że błąd ludzki jest normalną częścią hokeja, ale w tych play-offach „rarytasów” mrożących krew w żyłach było zdecydowanie zbyt wiele. Począwszy od dziwnych spalonych poprzez zagrania ręką i krążki wyrzucane za bandę. Wszystko to wpływało na niską oceną pracy sędziów. Mało było nocy, po których można by powiedzieć, że nie ma się do czego przyczepić.

Takie rozgrywki jak NHL, dopracowane pod wieloma względami wręcz do perfekcji, nie zasługują na „babole” sędziowskie, które powinny być absolutną rzadkością, czymś ograniczonym do minimum. Z tym po prostu coś trzeba zrobić. Problem zauważają eksperci, a przykładem tego jest ciekawa sentencja Doma Luszczyszyna z „The Athletic” brzmiąca mniej więcej tak: „Hokej to najlepszy sport, ale NHL to najgorsza liga.”

Te rozgrywki, jak chyba żadne inne, są ukształtowane przez tradycję. Wiele rzeczy dzieje się w określony sposób, ponieważ zawsze tak było. Ostatnim pociągnięciem Stwórcy było dodanie w 1930 roku przepisu o spalonym i od tej pory dzieło w formie doskonałej trwa przez kolejne 90 lat. Pomimo tego, że co rusz pojawiają się jakieś bardziej lub mniej kosmetyczne zmiany, to brak ich w najgrubszych tematach, a jednak ta skała o nazwie NHL wymaga, by ją trochę skruszyć i uatrakcyjnić jej wygląd.

Sport ewoluuje. Hokej jako jego część również podlega zmianom. Gra jest coraz szybsza i mocniejsza. W ślad za tym muszą iść nowe rozwiązania, bo inaczej łódki zaczynają się rozjeżdżać. Coś idzie do przodu, ale coś innego nie płynie już do tego samego brzegu. Trzeba zadbać o większą atrakcyjność gry, a także o to, aby decyzje sędziowskie na lodzie nie musiały być tak często zmieniane. Wyniki powinny być prawdziwym odzwierciedleniem formy dnia. Inaczej mówiąc, muszą być bardziej sprawiedliwe.

A zatem co można zrobić, żeby było lepiej? Tego do końca nie wiem, ale być może warto spróbować pewnych rozwiązań z poniższej listy, o którą postarał się wspomniany Luszczyszyn, dziennikarz słynnego „The Athletic”. Niektóre z nich są ciekawe, inne szokują, a jeszcze inne nie wydają się dobre. Jedno jest pewne. Warto na nie spojrzeć.

  1. Rozstawienie w play-offach

Format rozgrywek postsezonowych uległ zmianie od sezonu 2013/14, ale czy obecne rozwiązanie jest najsprawiedliwsze? Czy zabawa powinna toczyć się według podziału na rywalizację drużyn z tej samej dywizji i rozstawianie jedynek z obu grup tej samej konferencji? Chyba lepiej byłoby wrócić do starej dobrej zasady, że pary ustalane są podstawie tabeli końcowej danej konferencji według klucza: pierwszy z ósmym, drugi z siódmym, trzeci z szóstym i czwarty z piątym. Proste, a jakże szanujące trud poniesiony w sezonie zasadniczym.

Jest jednak ważniejszy problem do wyeliminowania. Nie może być tak, że drużyny z czołowej szesnastki ligi po fazie regularnej brakuje w play-offach. Taka sytuacja spotkała w tym roku Montreal Canadiens pomimo, że ta ekipa zakończyła pierwszą część kampanii na czternastej pozycji. W zeszłym roku takie kuriozum spotkało Florida Panthers. Łącznie w erze kominów płacowych doszło już osiem razy do takich sytuacji, co oznacza średnio ponad jeden przypadek na dwie edycje.

  1. System punktowy

Idąc dalej w duchu upraszczania zasad gry, może zrównać wszystkie wygrane i wszystkie przegrane? Po prostu wygrana to dwa punkty, a przegrana nie daje nic, niezależnie od tego, czy przydarzyła się po 60 minutach, czy nieco później. W zasadzie w innych dyscyplinach sportu nie robi się takich udogodnień dla pokonanych jak jakieś „oczka pocieszenia” za wyrównaną walkę. Pomińmy punktację siatkarską i obowiązujący tam punkt za przegraną po tie-breaku. Nie jestem fanem tego sportu, choć sukcesy Polaków doceniam. W żadnej poważnej dyscyplinie nie nagradza się pokonanych. Czy to w piłce nożnej, piłce ręcznej, koszykówce, rugby. Inną sprawą jest, że w każdym z tych sportów możliwy jest remis, a w hokeju nie. I bardzo dobrze, bo rywalizacja powinna być rozstrzygnięta. Każdy kibic chce wiedzieć, kto danego dnia był lepszy, a kto gorszy. Ale to nie oznacza, że ktoś przegrał bardziej, a ktoś mniej i za to należy mu coś dodać do jego dorobku.

  1. Likwidacja konkursu rzutów karnych

Czy mając takie narzędzie jak dogrywki w formacie trzech na trzech potrzebne są rzuty karne? Oczywiście, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Luszczyszyn akceptuje karnego jak formę kary za popełnione przewinienie. Bez dyskusji. Jednak decydowanie o końcowym wyniku w ten sposób wydaje się zbyteczne. Od czasów ery ekspansji, czyli od 1967 roku najdłuższy mecz miał miejsce 19 lat temu. Pittsburgh Penguins z Philadelphia Flyers grały 152 minuty i 1 sekundę.

Pierwszą piątkę ligowych tasiemców zamyka mecz z 2008 roku. 129 minut i 3 sekundy trwał pojedynek San Jose Sharks z Dallas Stars. W zakończonych niedawno play-offach najdłużej na rozstrzygnięcie trzeba było czekać w przedostatnim starciu pomiędzy San Jose Sharks i Vegas Golden Knights w pierwszej rundzie. Aż 91 minut i 17 sekund, co pokazuje, że odeszły w niepamięć czasy niekończących się pojedynków w czasie, których transmisje telewizyjne zakłócane były smacznym pomrukiwaniem i mniej ciekawym charczeniem śpiących fanów na trybunach.

A zatem bez obaw. Nie potrzeba rzutów karnych, żeby w sezonie regularnym rozstrzygać o wygranej jednego z zespołów.

Jest jeszcze jeden pomysł, który można rozważyć. Opcja z remisami, ale… Po 60 minutach niewskazujących na to, która z drużyn była lepsza, rozgrywana byłaby dogrywka, lecz w wymiarze nie dłuższym niż dziesięć minut. Jeżeli w tym czasie nie udałoby się wyłonić zwycięzcy, mecz kończyłby się remisem. Nikt nie lubi takich rezultatów, ale dałoby się przeżyć. W ostatnim sezonie 271 gier potrzebowało dogrywek, ale tylko 43 z nich musiały trwać dłużej niż wspomniane dziesięć minut. Co to oznacza? Na każdą drużynę w lidze statystycznie przypadałoby półtora remisu. Nie jest źle.

  1. Grajmy po czterech

A teraz zmiana z poziomu totalny odpał, kosmos i coś czego nigdy nie wprowadzą. No dobrze, ale pogadać można, chociaż tyle. Skoro tak fajnie zadziałało rozwiązanie polegające na grze trzech na trzech w dogrywkach, to może w czasie regularnym spróbować czterech na czterech zamiast pięciu na pięciu? Na pewno zdecydowana większość z Was stwierdziła „no teraz to ten Luszczyszyn przegiął już po całości”. Ale pytanie ilu z Was jako pierwszy argument wskazało, że takie granie jest wbrew przepisom międzynarodowym? Otóż myślę, że to pogwałcenie zasad IIHF-u to jeszcze władze NHL by przeżyły, gorzej jednak byłoby ze zmniejszeniem liczby hokeistów potrzebnych do gry w najlepszej lidze świata.

Zapytacie zapewne w ogóle podkusiło eksperta z „The Athletic” do wysnucia tak szalonego pomysłu? Statystyka, po prostu. Średnia goli na mecz z ostatnich dwóch sezonów w układzie pięciu na pięciu wynosi 2,4, natomiast gdy zespoły grały czterech na czterech wynik poprawiał się do wartości 3,2. To oznacza, że wyczyny strzeleckie szły w górę o 33 procent, a pamiętajmy, że NHL wciąż potrzebuje więcej goli, gdyż to jeden z najczęstszych zarzutów względem tych cudownych rozgrywek. Więcej trafień to większa szansa na wygrane drużyn będących w gazie i mniej rozstrzygnięć losowych.

Dlaczego zatem tak trudno o gole w NHL? Powód najważniejszy to mała ilość miejsca do rozgrywania akcji. Zawodnicy z najwyższej półki, a zatem i obrona bardziej szczelna i szybciej doskakująca do rywali. Na taflach robi się już duszno, taki tam ścisk. Niektórzy mówią, że rozwiązanie jest bardzo proste. Wystarczy powiększyć lodowiska. Czy to jest proste rozwiązanie, to Luszczyszyn nie jest taki pewien, ale z pewnością mecze grane czterech na czterech rozwiązałyby szybko i skutecznie problem.

Jedna mała prośba. Bądźcie tolerancyjni dla tego szalonego pomysłu. To po prostu takie rozważania jak w tytułowym „A gdyby tak…”

  1. Bez ofsajdów

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.