Początek lipca to dla wielu menedżerów NHL moment, w którym urządzają sobie konkurs na najbardziej bezmyślne wydawanie pieniędzy. W przepłacaniu wolnych graczy potrafią być konsekwentni bardziej niż to konieczne. Tymczasem długoletnie kontrakty zawodników NHL, w przeciwieństwie do dobrej whisky czy wina, zwykle nie starzeją się dobrze. Kontrakt Tylera Myersa z Vancouver Canucks ma wszelkie narzędzia, by zestarzeć się gorzej niż Mickey Rourke. A Mickey Rourke zestarzał się tak:

Pensja na poziomie 6 mln $ rocznie daje Myersowi 22. miejsce wśród defensorów. Poszukajmy zatem statystyk, w których nowy obrońca Canucks zajmuje równie wysoką lokatę. 31 punktów z ubiegłego sezonu to wśród obrońców 49. wynik, 22 asysty dają 61. miejsce, 9 bramek – 30., a wynik +11 to 47. rezultat w statystyce +/-. Może więc jest Myers specjalistą w power play? Też nie. Jego dorobek z poprzednich rozgrywek to całe 7 asyst w 80 meczach. To może gra w osłabieniu? Też szału nie ma. Wśród obrońców Jets miał drugi najwyższy wskaźnik niezablokowanych, celnych strzałów rywali oraz statystykę przewidywanych straconych bramek (expected goals against). Komentarz eksperta jest jednoznaczny:

Jego atutem na pewno są gabaryty (203 cm), ale co z tego, skoro Myers niekoniecznie potrafi zrobić z nich użytek. Jest raczej dowodem na to, że za potężną sylwetką wcale nie musi iść umiejętność fizycznej gry. 29-latek stawia raczej na grę kijem niż grę ciałem, wystawianie go przeciwko najgroźniejszym zawodnikom rywali jest raczej kiepskim pomysłem.

Podsumowując – Tyler Myers żadnej z umiejętności obrońcy nie opanował na elitarnym poziomie. Coś w nim jednak musi być, skoro przez całą karierę ktoś ma ochotę płacić mu ponad 5 mln $ za sezon. Przede wszystkim jest dużym i praworęcznym obrońcą, co w realiach NHL już daje mu status niemalże jednorożca. Wielu menedżerów pamięta też jego widowiskowy wjazd do ligi w 2009 roku. 19-letni obrońca Buffalo Sabres skończył debiutancki sezon z 11 golami oraz 37 asystami. Zdobył wówczas Calder Trophy, pokonując w głosowaniu m.in. Matta Duchene’a, Johna Tavaresa, Jimmiego Howarda i Tuukkę Raska. W XXI wieku tylko trzem obrońcom udało się wygrać nagrodę dla Debiutanta Roku, choć trzeba przyznać, że żaden z nich (obok Myersa byli to Barret Jackman i Aaron Ekblad) nie wyrósł na wielką gwiazdę NHL.

Ten pierwszy sezon zawiesił poprzeczkę na wysokości, której nowy obrońca Canucks nigdy już nie przeskoczył. W trakcie kolejnych dziewięciu sezonów trzy razy przekraczał barierę 30 punktów, w tym dwukrotnie już po transferze do Winnipeg. Trzeba przyznać, że w Jets nieco odżył, ustabilizował formę, przestały go prześladować kontuzje. Momentami pokazywał się w pierwszej parze, ale Paul Maurice częściej widział go w niższych formacjach, gdzie często uzupełniał skupionego na defensywie Dmitrija Kulikowa. Dla „Odrzutowców” był po prostu pożytecznym zawodnikiem, wypuszczanym na lód na ponad 20 minut w każdym meczu.

I tak trzeba na niego patrzeć. To nie jest żaden zbawca czy lider rzucany na najtrudniejsze odcinki frontu. To po prostu doświadczony obrońca prezentujący przyzwoity poziom, w razie potrzeby wpasowujący się w odpowiednią rolę. Czasem nieprzytomny i zbyt pasywny w obronie, ale wynagradzający to umiejętnościami ofensywnymi. Dla Canucks z pewnością będzie wzmocnieniem. W końcu w ostatnich pięciu sezonach tylko Aleksowi Edlerowi udało się przekroczyć barierę 30 punktów w sezonie. Reszta defensorów Vancouver udziela się w ataku raczej okazjonalnie, choć pewnie zmieni to wybrany w drafcie w 2018 roku Quinn Hughes, być może przyszły partner Myersa w obronie.

Wszystko wyglądałoby rozsądnie, gdyby nie ten kontrakt. 6 mln to nie jest kwota adekwatna dla umiejętności Myersa. Co prawda wygląda to lepiej niż wcześniejsze doniesienia mediów, o żądaniach na poziomie 7,5-8 mln za sezon, ale to wciąż przepłacenie. Jim Benning nie chce uczyć się na błędach z przeszłości. Nie tak dawno niemal identyczny kontrakt dał do podpisania Louiemu Erikssonowi, który wówczas był w podobnym wieku, co Myers dziś. Szwed z trudem dobija do granicy 10 bramek w sezonie, a jego umowa stała się przewlekłą chorobą budżetu Canucks. 4 mln rocznie od GM-a Vancouver dostał z kolei Erik Gudbranson, szczęśliwie oddany już do Pittsburgha, a kolekcję dziwnych umów Benninga uzupełnia 33-letni Jay Beagle (3 mln rocznie do 2022).

Trudno zrozumieć dokąd zmierzają Vancouver Canucks i jaki hokej chcą grać. Ruchy Benninga wyglądają na rozpaczliwą próbę wzmocnienia zespołu tu i teraz, bez długofalowego planu. Tylko tego lata obok Myersa pozyskał też JT Millera i Michaela Ferlanda. Cały tercet to całkiem solidni zawodnicy, ale czy na tyle podnoszący jakość, by Vancouver wróciło do play-off? Dodatkowo budżet obciążyła kasa odchodzącego na wcześniejszą emeryturę Roberta Luongo. A przecież w perspektywie są nowe umowy dla Brocka Boesera (już), Quina Hughesa i Eliasa Pettersona (za dwa lata), czyli ludzi, którzy mają być liderami tej drużyny. Tymczasem dziś w budżecie ostało się marne 5 mln dolarów…