Kiedy Anze Kopitar kupuje sobie bułki, masło i dżem na śniadanie w sklepie, w którym zakupy robił jeszcze kiedy Randka w Ciemno była bardzo bezpruderyjnym programem telewizyjnym, do przybytku wchodzi mężczyzna o kolorze skóry, który sprawia, że o jego kolorze skóry nikt nic nie powie. Mężczyzna podchodzi do półek sklepowych, wyciąga sporą torbę i wrzuca do niej artykuły jeden za drugim. Torba napełnia się, a skonsternowana obsługa tylko przygląda się procederowi. Pan zdaje się liczyć w pamięci i w pewnym momencie, nie bacząc że torba nie jest pełna, zamyka ją i wychodzi ze sklepu. Co zrobiłby Anże? Mieszka w Kalifornii, więc nic. Aha, sytuacja wydarzyła się naprawdę (choć nie było tam Kopitara).

Jesteś tak głupi, że chcesz grać w Kalifornii

Do zdarzenia doszło w lipcu tego roku w San Francisco, a za jegomościem poszło jeszcze dwóch jego ziomków, którzy ochoczo wsiedli do jednego samochodu z „zakupami” i odjechali w stronę zachodzącego słońca. Od tamtej pory takich sytuacji była cała masa. I razem ze wszystkimi normalnymi ludźmi, hokeiści grający w Kalifornii będą mierzyć się z takimi problemami. A to tylko jeden z nich.

Zrób sobie lub bliskiej osobie prezent! Zamów kufel i koszulkę NHL!

Opisane przeze mnie wydarzenie jest w „Cali”…legalne. Jaśnie oświecony stan Ameryki, niosący kaganek postępu i sprawiedliwości każdej tylko nie tej z definicji, stwierdził, że kradzież poniżej około 960 dolarów to już nie przestępstwo – a wykroczenie. Od tamtej pory w sklepach widać całe wycieczki ludzi z kalkulatorami wynoszącymi fanty za mniej niż 960 dolarów, wiozących je do domu i zgłaszających się dobrowolnie na policję by otrzymać upomnienie lub mandat. „Najtańszy” obecnie zawodnik Los Angeles Kings, Carl Grundstrom, zarobi w najbliższej kampanii 725.000 dolarów.

Czy przy takich zarobkach musi wynosić rzeczy za niecałe 1000 dolarów? Czy chce wychowywać dziecko w otoczeniu, gdzie takie coś może się zdarzyć? Nie spodziewam się, ze przy takim portfelu napastnik odwiedza amerykańską „biedrę”, ale nawet w drogim butiku znajdzie się ciuch za 930 czy 940 zielonych, który można bezkarnie wynieść, prawda? A co do portfela, to tu następuje kolejny etap cudownych kalifornijskich reform, które uszczęśliwią mieszkańców tego stanu czy im się to podoba, czy nie.

 

13 procent tylko nie płacz proszę

Niedawno do Los Angeles Kings przeszedł Brendan Lemieux. Cena, jaką musi za to zapłacić nie bolała tak mocno w momencie transferu, bo było to w połowie jego roku rozliczeniowego. Jednak w nadchodzącej kampanii, Lemieux przekona się, że będzie zrzucał się na dobrobyt wszystkich mieszkańców Kalifornii – stanu, w którym, w ramach lock-downu zamknięto w zasadzie wszystko, a ze skarbu Stanu płacono wysłanym na bezrobocie ludziom nawet 1500-2000 dolarów miesięcznie. Dobroczynność dla niepracujących…sponsorowana przez niepracujących nie objęła na szczęście sieci winnic w Kalifornii, ponieważ tam wirus nie docierał. Oczywiście tylko przypadkiem są to winnice Gubernatora Kalifornii. Ale Lemieux tam nie pracował, więc jest w dupie.

Kalifornia to najtańszy stan w Ameryce – jeśli odliczyć podatek ważony, podatek dochodowy stanowy, podatek od sprzedaży i podatek od nieruchomości. Ale to mniej więcej jak powiedzieć, że w Łodzi można spokojnie zostawić rower na środku ulicy i nie powiedzieć, że roweru nie będzie po naszym powrocie. Brendan Lemieux zarobi ponad 1.5 miliona dolarów. AAAALE, zapłaci od tego prawie 60 tysięcy dolarów, ponieważ zarobił więcej niż pól miliona, a dodatkowo zapłaci jeszcze 13 procent podatku dochodowego, ponieważ zarobił pól miliona. Oczywiście dochodowy liczony jest od kwoty sprzed potrącenia 60 tysięcy dolarów. Ale to chyba nic dziwnego, nie? Ten system ewidentnie działa,  a 151 tysięcy bezdomnych w tym stanie (najwięcej w USA) to zapewne efekt hipsterskiej mody i wybryku obrzydliwie bogatej młodzieży.

Ok, ale wymienieni powyżej Panowie Grundstrom i Lemieux mają krótkie umowy i prędzej czy później opuszczą stan o tak wysokim poziomie życia, że rekordowa ilość aresztowań za nieletnią prostytucję (zresztą każdą inną także) to zapewne efekt zaniedbania przez rodziców zajętych kupowaniem czwartego domu na przedmieściach San Jose.

Nie broń się, atakuj

Były kapitan Kings, Dustin Brown, ma trzech synów i córkę. Jego dzieciaki uczą się w stanie, którego władze często podkreślają, że z powodu ogólnego dostępu do broni w Teksasie co chwile dochodzi do masowych strzelanin w szkołach i na ulicach. W trakcie tych strzelanin z reguły ginie co najmniej jedna osoba. Czy zatem Dustin Brown zrobił dobrze, że wychowuje dziatwę z daleka od tego barbarzyńskiego kowbojskiego Teksasu? Być może, ale w ciągu ostatnich niemal 40 lat, w Kalifornii zanotowano dokładnie dwukrotnie więcej „mass shootings” niż w stanie ze stolicą w Austin, który wyprzedza nawet stan Floryda.

Tak więc najczarniejszy scenariusz dla rodzica w Ameryce najprędzej sprawdzi się właśnie w stanie, gdzie gra Brown. Pozostałe miasta NHL w Kalifornii, Anaheim i San Jose, są dużo bezpieczniejsze niż Los Angeles, natomiast nie uchronią przed podatkami, a także całkiem sporym prawdopodobieństwem gwałtu. Ponadto, we wszystkich tych miastach można liczyć na mniej lub bardziej słuszne posądzenie o molestowanie lub rasizm, o ile jest się odpowiednią rasą.

Gorzej tylko w Seattle?

..nie. Przynajmniej już nie. To właśnie w Seattle, w zeszłym roku, kilku kretynów wierzących w komunizm i takie tam założyło sobie „chaz” czy „chop” czyli nieformalne państwo założone przez cholera wie kogo. Państwo istniało kilka miesięcy by zostać spacyfikowanym przez siły rządowe – natomiast znane było chociażby z wzywania policji do kradzieży jednocześnie nawołując do likwidacji policji, prób plewienia w ogródku maszyną do malowania linii na boiskach czy ćwiczeń walki na przykład kijem które kończyły się bolesnymi kontuzjami krocza. Na szczęście Kraken nie doświadczą tego dobrodziejstwa. Kilkadziesiąt lat temu nikt nie chciał grać w Kings, ponieważ łatwiej było tam skończyć z ołowiem w dupie, niż zwycięstwem na koncie. Ale to już przeszłość. Teraz co prawda też można, ale…