Przez chwilę wydawało się, że historia zatoczy koło w najgorszy możliwy sposób. Że widmo Nagano 1998, tej jednej nieprzebaczonej nocy, gdy Marc Crawford nie wystawił Wayne’a Gretzky’ego do rzutów karnych, gdy Robert Reichel posłał krążek za plecy Patricka Roya i cała Kanada zamarła z niedowierzaniem, znowu zmaterializuje się na lodowisku w Mediolanie. Tym razem przy pełnych trybunach i kamerach całego świata. Czechy, ósma drużyna turnieju, niemal wykreślona przez ekspertów jako tło dla faworytów, przez prawie 60 minut grały hokeja swojego życia. I przez te 60 minut Kanada, wypchnięta poza strefę komfortu, wyglądała jak drużyna, która nie do końca rozumie, co się właśnie dzieje.

Zaczęło się od pewności siebie pachniącej arogancją. Jeszcze przed meczem analitycy nie zostawiali na Czechach suchej nitki. Craig Button z TSN mówił wprost: kiedy Kanada zatrzyma trójkę Pastrnak–Necas–Hertl, Czesi nie mają komu dać strzelać, ich obrona jest za wolna, za słaba, za mało twórcza. Modele statystyczne dawały Kanadzie 79 procent szans na awans i przewidywały wynik 4,6 do 2,5. Macklin Celebrini, który swoją olimpijską karierę otworzył jak ktoś, kto na lodowisku urodził się i wychował, strzelił pięć goli w czterech poprzednich meczach i trafiał trzy razy na 10 strzałów. Kanada przed tym ćwierćfinałem zdobyła 20 goli, tracąc zaledwie trzy. Triumfalny pochód, który miał zakończyć się złotem, a nie wstydem wyeliminowania przez ekipę, która w fazie grupowej przegrała z tymi samymi Kanadyjczykami pięć do zera.

Wtedy Martin Necas, zapytany przed meczem o zbliżające się starcie, uśmiechnął się i powiedział coś, co od razu stało się mottem całego dnia: „Pozwoliliśmy im wygrać za pierwszym razem, bo wiedzieliśmy, że nie wygramy z Kanadą dwa razy z rzędu.” Żart? Może. Ale to zdanie, wygłoszone z rozbrajającą swobodą, okazało się prorocze w sposób, którego nawet sam Necas chyba się nie spodziewał.

Pierwsze minuty dawały złudne poczucie, że wszystko idzie zgodnie z planem. Celebrini, prowadzony przez Connora McDavida jak przez niewidzialną siłę, zakończył akcję strzałem między nogami. McDavid, bo to on był architektem tej sytuacji i okradł rywala z krążka samą prędkością dojazdu, dołożył do swojego konta 10 punkt turniejowy, stając o jeden od wyrównania rekordu olimpijskiego dzielonego przez Fina Teemu Selanne i Saku Koivu. Wydawało się, że mecz potoczy się z góry ustalonym torem.

A potem Czechy pokazały klasę. Ich system defensywny, głęboki i zorganizowany, z pięcioma zawodnikami zblokowanymi przed własną bramką, zaczął dawać efekty. Kanada próbowała grać pionowo i szybko, tak jak przez cały turniej. Czesi błyskawicznie odbierali krążki w strefie neutralnej i zamieniali je na ataki z kontry, które były jak ciosy w żołądek: krótkie, celne, bolesne. Mark Stone stracił krążek w złym momencie, Radko Gudas wywiózł go głęboko w kanadyjską strefę, Roman Cervenka znalazł Lukasa Sedlaka i nagle zrobiło się 1:1. Dwie minuty później Macklin Celebrini wylądował na ławce kar. David Pastrnak, ten sam, który całym swoim życiem w hokeju udowadnia, że Czesi potrafią strzelać tak samo jak Kanadyjczycy, przyjął podanie Filipa Hronka i posłał krążek w górny róg bramki Jordana Binnington’a z szybkością trudną do okiełznania nawet przez najlepszych bramkarzy świata. Na tablicy wyników widniało 2:1 dla Czech. Po raz pierwszy w tym turnieju Kanada schodziła na przerwę na tarczy.

David Pastrnak piss missile
byu/Federal-Data-Center innhl

W szatni kanadyjskiej musiało pachnieć strachem. Nie panicznym, ale tym cichym, który

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.