Zdaniem felietonisty „Edmonton Journal” Davida Staplesa, Edmonton Oilers mogą być wyjątkowo dobrze przygotowani, by uniknąć dwóch zjawisk, które obecnie mocno wpływają na resztę ligi, szczególnie na kanadyjskie zespoły. Przynajmniej na razie.

Podczas gdy kluby muszą mierzyć się z rosnącymi wymaganiami finansowymi młodych zawodników oraz coraz częstszymi przypadkami amerykańskich hokeistów chcących wrócić do Stanów Zjednoczonych, Oilers znajdują się w sytuacji, w której żaden z tych trendów nie powinien mieć większego wpływu na ich skład.

Zawodnicy uciekają do Stanów Zjednoczonych

Pierwszym zjawiskiem jest rosnąca liczba urodzonych w USA zawodników, którzy chcą opuścić kanadyjskie rynki. Tego lata kilka dużych nazwisk miało poprosić o transfer. Wśród nich znaleźli się Brady Tkachuk, Dylan Larkin, Connor Hellebuyck oraz Zach Werenski, choć ten ostatni ostatecznie zmienił stanowisko.

Nie chodzi jednak wyłącznie o zawodników chcących zamienić kanadyjskie miasta na amerykańskie. Niektórzy hokeiści rozważają również opuszczenie stanów z wysokimi podatkami na rzecz takich miejsc jak Teksas, Nevada czy Floryda, gdzie obciążenia podatkowe są niższe.

Staples wskazuje na prośbę Dylana Larkina o transfer z Detroit oraz doniesienia dotyczące Zacha Werenskiego w Columbus jako najnowsze przykłady zawodników poszukujących korzystniejszych warunków życia lub sytuacji finansowej.

Alberta ma jednak istotną przewagę. Prowincja oferuje najniższą stawkę podatku dochodowego w Kanadzie, a dodatkowo nie obowiązuje w niej prowincjonalny podatek od sprzedaży. Dzięki temu Edmonton ma pewnego rodzaju przewagę, której nie posiadają zespoły z Toronto, Montrealu czy Ottawy.

Zastrzeżeni wolni agenci dostają ogromne pieniądze

Drugim trendem jest gwałtowny wzrost kwot, jakich młodzi zastrzeżeni wolni agenci (RFA) oczekują przy podpisywaniu swoich drugich kontraktów w NHL.

Duże umowy pojawiły się w przypadku takich zawodników jak Leo Carlsson, Connor Bedard, Macklin Celebrini i Zeev Buium, a wkrótce podobnego kontraktu należy spodziewać się również dla Cuttera Gauthiera.

To właśnie oferta kontraktowa Philadelphii dla Leo Carlssona miała w największym stopniu przyczynić się do tego zjawiska.

Staples wskazuje nowy kontrakt Zeeva Buiuma z Vancouver – opiewający na 8,2 procent limitu wynagrodzeń mimo wciąż stosunkowo skromnego dorobku zawodnika – jako dowód na to, że rynek kontraktowy dla młodych graczy zmienił się diametralnie.

Dla zespołów będących w przebudowie może to oznaczać poważne problemy finansowe. Edmonton nie gromadzi jednak dużej liczby wysokiej klasy RFA, dlatego ten trend również w dużej mierze omija Oilers.

Ponieważ Oilers nie są zespołem będącym w przebudowie, a gra w Albercie wiąże się dodatkowo z pewnymi korzyściami podatkowymi, Edmonton znajduje się obecnie w bardzo dobrej sytuacji.

Staples szerzej analizuje również różnice między tzw. niebieskimi i czerwonymi stanami w USA, ale ten wątek możemy pominąć. Jego argument pozostaje jednak istotny.

Niektórzy zawodnicy mają poglądy społeczne i polityczne, które lepiej współgrają z atmosferą panującą w jednych stanach niż w innych. To również może być czynnik wpływający na decyzje hokeistów.

W przypadku Oilers prawdopodobnie nie będzie miał on jednak większego znaczenia.

Jedynymi urodzonymi w USA zawodnikami znajdującymi się obecnie w składzie Edmonton są Trent Frederic, Connor Murphy, Ryan Shea, Spencer Stastney, Ty Emberson oraz Isaac Howard.

Każdemu z nich należy oczywiście oddać uznanie za dotarcie do NHL, ale żaden z nich nie jest gwiazdą, której ewentualna prośba o transfer mogłaby znacząco zmienić konstrukcję zespołu. Żaden nie ma również CV, które mogłoby wywołać poważne zamieszanie na rynku transferowym.

A jeśli chodzi o RFA, o których Oilers rzeczywiście muszą się martwić?

Lista jest krótka: Matt Savoie, Josh Samanski i Devon Levi.

To zaledwie trzech zawodników i żaden z nich nie powinien raczej zaliczyć sezonu, po którym jego wartość kontraktowa eksploduje.

Każdy z nich ma jednak potencjał, a każdy może rozegrać bardzo dobry sezon, dając Oilers powód do tego, by zainwestować w niego w dłuższej perspektywie.

Żaden z nich nie powinien jednak w najbliższym czasie zarabiać pieniędzy porównywalnych z tymi, które tego lata otrzymują najbardziej rozchwytywani młodzi zawodnicy NHL.